Wiem, mam swoje lata i mogę nie pojmować obecnie panującej mody studniówkowej. Gdy jednak szukałam zdjęć do tego posta to co zobaczyłam, przyprawiło mnie o zawrót głowy. Nie wiedziałam czy oglądam zdjęcia z balu przebierańców, horroru, czy bajki dla dzieci. Katastrofa.
Kiedyś obowiązywały twarde zasady dotyczące ubioru studniówkowego: dziewczęta w białych bluzkach i czarnych spódnicach ,chłopcy - czarny garnitur. Dziś to nie do pomyślenia. Gdy ja miałam studniówkę te rygory zelżały, cieszyłam się bardzo bo chciałam wyglądać zalotnie i frywolnie. Miałam sukienkę własnego projektu, z aksamitu łączonego z tiulem. Tiul w latach dziewięćdziesiątych bił rekordy popularności i można było ozdabiać nim kiecki w nieskończoność. Po przeanalizowaniu kilku niedawnych sesji studniówkowych doszłam do wniosku, że dziewczyny za wszelką cenę chcą wyglądać jak " stare pudernice". Włos skręcony lokówką na maksa w stylu "wczesnej Roszpunki", sukienki z taft, w wszelakich kolorach więcej odsłaniających niż przysłaniających, obowiązkowo czerwona podwiązka. Tylko dlaczego ta podwiązka ma być na wierzchu już od początku imprezy? Gdzie tajemnica, dreszczyk emocji?
Ja jestem w stanie pojąć, że studniówka to krok w stronę dorosłości, kobiecości i sexapilu, ale odrobina smaku ,wyczucia chwili i klasy jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
Nie wiem jak Was ,mnie te "koszmarki" przerażają.
Za dużo, za ciężko, za pstrokato - to brak dobrego smaku.
Nadzieją napawają mnie za to te dwa zdjęcia gdzie widać, że uczennice znalazły pomysł na siebie - białe lub czarne sukienki, albo w stylu retro lat 80-tych - z humorem i klimatem.
A to moje propozycje na ten jeden, wyjątkowy ,magiczny wieczór. klasyka nie wyklucza odrobiny sexapilu i dziewczęcego uroku, a wszystko doprawione eleganckim makijażem i lekką fryzurą a nie "koafiurą".
Pozdrawiam Ju.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz