Sopot - magiczne miejsce, nierozerwalnie związane z modą. To tu już z dawien dawna przybywało się dochodzić do siebie po ciężkich chorobach lub też zawodach miłosnych. To tu zawsze istniała szansa na nowe znajomości , zdrową opaleniznę i moc wrażeń." Monciak" do dziś jest swoistym wybiegiem, po którym paradują damy, odziane szykownie i trendy. Nietaktem jest nieznajomość aktualnie panujących fasonów stroi kąpielowych czy letnich sukienek. Tu trzeba czasem przecierpieć w szpilkach upalne popołudnie czy zadać szyku w wysmakowanym kapeluszu. Dziś wszystko bez zmian.
Dziewczyny paradują dumnie w kreacjach "wysokich" lub też nie, lotów. Nie ważne czy kreacja jest dobra czy zła ,w Sopocie nie wypada być nijakim. Z tłumu trzeba się wybić ,podkreślić strojem swą obecność ,przykuć uwagę panów nie mniej wystrojonych od panien.
Uwielbiam klimat Sopotu ,te ukradkowe spojrzenia, komentarze. Mogę godzinami siedzieć w ogródku z kawką w ręku, zagryzając gofra i obserwować barwny ,falujący Monciakiem tłum. To tak jakbym oglądała film. Każdy z przechodniów gra w nim główną rolę bo każdy jest na swój sposób interesujący.
Oto obserwacje z ostatniego weekendu.
Może zainspirują was do zakupu kilku obowiązkowych rzeczy na sopocki wybieg.
Pozdrawiam Ju.





