Translate

poniedziałek, 3 lutego 2014

Szkoda......

..... Wczoraj wracałam z kina "nomen omen", kiedy usłyszałam w radio wiadomość o jego śmierci - zatkało mnie. W głowie nastąpił wybuch jądrowy a jego role śmigały mi przed oczyma jak neutrony w akceleratorze.
 Nikt inny nie miał takiej naturalnej zdolności przeobrażania się, z filmu na film był kimś innym. Rola Trumana Capote to było moje pierwsze objawienie, wtedy wydawało mi się, że to szczyt możliwość tego aktora. Potem trafiłam na film "Bez skazy",  w którym zagrał genialnie Drag Queen - nauczycielkę Roberta De Niro, grającego policjanta po udarze. Był kobietą totalną w tym obrazie, z wszystkimi jej słabościami, marzeniami, kompleksami. Chwilami miało się wrażenie, że on nie gra ale on "jest" postacią. Kreacja księdza posądzanego przez Maryl Streep - zakonnicę o molestowanie chłopców, w filmie "Wątpliwość" jest dla mnie również majstersztykiem. W kazdej kreacji dawał z siebie 100 procent.
 Grubawy, rudy ,brzydki - Wielki.
Kochałam na niego patrzeć bo emocje jakie wyrażał przemawiały do mnie ,był wiarygodny w każdym geście. 46 lat to zdecydowanie za wcześnie na pożegnanie, robię to z ogromnym żalem bo wiem, że wiele ról bez niego będzie uboższych, słabszych i przede wszystkim nie jego.
Ju.





  








Brak komentarzy: