Za piętnaście minut będziemy świętować Walentynki. Dziś ,w przededniu święta zakochanych miałam okazję przekonać się o sile zazdrości, o wpływie braku zaufania i toksycznych klimatach. Tango to jedyny chyba taniec, który tak dosłownie jest formą rozmowy, dialogu miedzy mężczyzną a kobietą. Wyeksponowane są w nim uczucia, emocje i swoista walka między partnerami. Zasadnicza różnica między tańcem a życiem polega na przekraczaniu przez ludzi granic ,których podczas wykonywania piruetów nie można przekraczać. W tangu mimo nawarstwienia silnych emocji trzeba trzymać się rytmu, pilnować kroków i dbać o sylwetkę. W życiu kiedy górę biorą uczucia, a zazdrość niczym nie poparta wturuje im, dochodzi do eskalacji tak dziwnych irracjonalnych zachowań, jakich nie można w żaden sposób przewidzieć. Kobiety często popełniają kardynalny błąd uważając, że im w związku należy się więcej aniżeli partnerowi. Przykręcają im tak śrubkę, że niejednego smycz udusiła. Po czym kiedy ten biedak się wyswobodzi choć ociupinkę, panie zaczynają węszyć podstęp i szukać dziury w całym. Po seriach dusznych telefonów, sprawdzaniu esemesów i kontroli czasu wyrzucania śmieci, droga jest już tylko jedna. Facet jest tak obrzydzony partnerką, iż paradoksalnie zwiewa, najczęściej w ramiona innej . Tej, która zapewni mu ciepło, szacunek, zaufanie. W tangu koniec jest zawsze taki sam - po emocjonujących krokach i figurach, tancerze odchodzą objęci i szczęśliwi. W życiu już tak różowo nie bywa. Upór ,brak otwarcia na argumenty drugiej strony, przede wszystkim nieumiejętność słuchania, doprowadzają do rozpadu związku.
Dziś właśnie 2 minuty po północy ,czyli w Walentynki życzę Wam abyście mieli jak najwięcej okazji do spalania złych emocji w tangu, bo taniec zawsze, mimo wszystko zbliża.
Pozdrawiam Ju.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz