Tą dziewczynę znacie już ze stron bloga. Pierwszy raz gdy przyszła do mnie na zdjęcia, tryskała energią ,była wulkanem emocji i pielęgnowała w sobie nieopierzonego podlotka. Niezaprzeczalnie była w takim momencie życia gdzie wszystko układało się jak puzzle, a przyszłość jawiła się w samych, jasnych kolorach.
Zaskoczyła mnie trochę telefonem i propozycją ponownych zdjęć. Wiedziałam doskonale, że jej "perfect world" zawalił się. Zaprosiłam ją, licząc się z tym iż prawdopodobnie, stanie w drzwiach osoba "skopana psychicznie", jeden wielki gruz. Tym czasem ujrzałam dziewczynę
szczuplejszą o jakieś 10 kilo, (no cóż nic lepiej nie odchudza niż nerwy), uśmiechniętą, chętną do eksperymentów modowych i zdjęciowych, otwartą na świat i gotową na dalszą drogę jaką jest życie.
Nie rozmawiałyśmy za wiele ,bo pracy było sporo z makijażem ,fryzurami itd.. Jednak uderzyło mnie jak w tak krótkim czasie dojrzała. Pogodziła się sama ze sobą.
Z chichrającego się "dzieciucha" stała się piękną, wartościową kobietą. Bił od niej blask ,jakaś nowa jakość. Zapytałam ja dlaczego zdecydowała się po raz kolejny na zdjęcia. Powiedziała mi, że mimo zakrętu w jaki wpadła, nareszcie czuje się dobrze. Czuje się w pełni odpowiedzialna sama za siebie i decyzje jakie podejmuje, czuje się wolna.........
Cieszę się niezmiernie z efektów naszej pracy, dla mnie również było to ciekawe doświadczenie.
Po raz kolejny uzyskałam potwierdzenie, że fototerapia daje doskonałe rezultaty.
Moja bohaterka ,wychodząc powiedziała "czuję się piękna, o to mi chodziło".
Pozdrawiam Ju,

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz