Translate

poniedziałek, 19 października 2015

Syndrom "niedotańczonej" żony.

Witam!
Dawno mnie nie było. Poprawiam się już :)
Kilka dni temu oglądałam film, w którym usłyszałam sformułowanie  "niedotańczona żona". Zapadło mi w pamięć i chodziło za mną parę dni. Myśli krążyły w zawrotnym tempie, przywodząc skrawki rozmów kobiet, opowieści o ich bolączkach i kłopotach. Wszystkie drogi prowadziły do "niedotańczonych żon".  Miałam okazję usłyszeć o mężach ,którzy zabierają powietrze, ograniczają przestrzeń nie dając nic z siebie.  O mężczyznach, zazdrosnych do granic możliwości, o każde wyjście, każdą sukienkę, każdą drobnostkę, która kobiecie sprawia przyjemność. Kocham tańczyć ,taniec sprawia, ze czuję się wolna, w tańcu znikają bezpowrotnie złe emocje. W tańcu czuję się kobieco i powabnie. Kiedy ostatnio poszłyście się wytańczyć????
Gdy facet idzie na piwo z kolegami to prawie jak wyjście służbowe. Kiedy dziewczyny chcą iść potańczyć to wywołuje momentalnie negatywną reakcję. Sama? Potańczyć? Po co? Pewnie patrzeć na innych facetów, może polować i tak dalej.....
Dlaczego męskie piwo nie może równać się damskiej potańcówce?
Żona wytańczona to żona szczęśliwa, to kobieta która płynie przez dom w cudownym nastroju, która chce porwać w ramiona własnego męża i tanecznym krokiem przejść z nim przez życie.
"Żona niedotańczona" to jak facet "pod pantoflem", ani jedno ani drugie na dłuższą metę nie wróży dobrze, czasem warto dać sobie przestrzeń, popartą zaufaniem po to, aby powrót do domu był tym na co czekamy.
Pozdrawiam Ju.












Brak komentarzy: